Z całą pewnością tutaj nie wrócę. Razem z kolegami z pracy, z racji tego, że za niedługo będziemy w tych rejonach pracować przez około 4 lata, codziennie wybieramy inną restaurację, żeby znaleźć ulubioną. Dzisiaj wybór padł na tę, która przykuła nasz wzrok z drogi. Zostaliśmy przywitani przez panie kelnerki i posadzeni w ogródku. I dostaliśmy menu. I się zaczęło: zupa pomidorowa kosztuje 27 zł. 5 sztuk pierogów 45 zł. Ceny dań głównych są zdecydowanie za wysokie, rozumiem, że tatar czy stek, kaczka, to są dania kosztogenne. Ale serio, devolay za prawie 50? W komentarzach przeczytałam, że ceny wynikają z dbałości o jakość produktów, to chciałabym się dowiedzieć, jakie dokładnie produkty i jakiej marki zostały użyte do wykonania pierogów, skoro 1 mały pierożek kosztuje 9 zł. Serio. Po drugie- obsługa strasznie nie miła i najnormalniej nie wie, co jest w menu. Szok. Zapytaliśmy, co to jest "danie lunchowe" (nigdy nie spotkałam się z takim określeniem). Dowiedzieliśmy się, że to zestaw w postaci zupy i dania głównego. Pani kelnerka przyniosła nam tablicę z wypisanym kredą menu i przeczytała, bo niestety, ale sama nie wiedziała. Zapytałam, co wchodzi w skład makaronu ryżowego z kurczakiem. Chwilę trwało, dobre 5 minut, zanim pani kelnerka wróciła z informacją (pomimo, że wcześniej uzyskaliśmy informację, że to danie jest od 3 dni jako danie lunchowe i rzekomo smakuje klientom). Po około 25 minutach dostaliśmy zupę. Zupę w miseczce wielkości deserowej. Byliśmy w ciężkim szoku co do wielkości porcji. Krupnik był smaczny, ale moi koledzy zjedli tę zupę w 3 minuty. Jeden z nich nie wytrzymał i zagaił panią kelnerkę, że ma nadzieję, że danie główne będzie większe. Na co pani kelnerka odparła: "No ale chyba czytałam pan w menu, że to jest danie lunchowe?" - słowa te były wypowiedziane z wielkim szyderstwem i złośliwością. Aż mnie zatkało i zwróciłam uwagę, że w menu nie ma podanej gramatury porcji. Moim zdaniem to wprowadzanie klientów w błąd. Jeżeli jest porcja zupy "standardowa" i "lunchowa", to skąd klient ma o tym wiedzieć? Z resztą - pani kelnerka była opryskliwa nie tylko do nas. Słyszałam, jak inny klient zapytała.o ganache i dostał odpowiedź: "ganache to po prostu ganache", powiedziane z takim fochem, że po prostu zrobiło mi się tego pana żal. W zakresie dania głównego - moim kolegom smakowało, mi nie. Chciałam to powiedzieć pani zabierającej nasze talerze, ale nie zdążyłam, bo jej pytanie o jedzenie zostało rzucone w próżnię i zaraz odeszła. Więc cóż, pozostało mi jedynie napisać opinię na google. Makaron z kurczakiem nie był prawie w ogóle przyprawiony. Na skutek moich pytań podczas składania zamówienia, uzyskałam informację, że do makaronu jest dodane nieco sosu sojowego. Niestety, ja go w ogóle nie poczułam, za to ogrom tłuszczu czułam w ustach potem jeszcze przez godzinę. Nie wiem, co to w ogóle miało być za danie- nijakie, kilka cienkich plasterków marchewki, kilka kawałeczków kurczaka, masa sezamu, łyżka stołowa szczypiorku, wydaje mi się, że były również grzyby mun i jeszcze parę nieznaczącychc składników, w ogóle nie wpływających na smak. Szczerze mówiąc jestem koneserką kuchni azjatyckiej i już nawet przepisy z thermomixa mają więcej smaku i aromatu, niż to, co miałam dzisiaj wątpliwą przyjemność skonsumować. Proszę Państwa, jeżeli chcecie serwować własną wersję dania azjatyckiego, to nie wystarczy użyć makaronu ryżowego i dać pałeczki. Gdzie ten sos sojowy? Gdzie orzechowy posmak? Gdzie ostrość dania? Ocet ryżowy, sos rybny?
W załączeniu zdjęcie porcji rzekomej zupy jako "danie lunchowe". Z racji tego, że pomyślałam, że nie jestem kulinarną alfą i omegą, poświęciłam chwilę czasu, aby zweryfikować swoją wiedzę w zakresie definicji "dania lunchowego" i niestety, nie znalazłam czegoś takiego, więc jak rozumiem jest to nazwa własna nadana przez restaurację. Tym bardziej szkoda, że panie kelnerki nie wiedzą, co to jest. Tak więc nie polecam, nie wezmę tu nikogo z pracy, a na pytania o tę restaurację będę pokazywać...
Read moreStolik dla 5 osób. Zamówiliśmy kilka dań z którego 1 okazało się totalną porażką. Mowa tu o makaronie z krewetkami. Danie do stolika przyszło zimne. Było totalnie bez smaku Można to było porównać do tego jak by ktoś na talerz wyrzucił twardy makaron bez niczego danie po spróbowaniu było okropne nie dało się tego jeść. Po dostarczeniu kelner nawet nie przyszedł żeby zapytać się czy wszystko jest okej. Więc sami odstawiliśmy danie twierdząc że jest totalnie jałowe bez smaku i zimne prosząc o wymianę na inne danie. Ku naszemu zdziwieniu kelner przyszedł wrogo nastawiony twierdząc że manager twierdzi że mamy to jeść i oni nam nie będą niczego wymieniać i że będziemy jeszcze za to płacić mimo że zostawiliśmy to danie. Chodzimy często po restauracjach i jeśli czasem zdarzało się coś nie tak to obsługa bardzo miło podchodziła do sprawy i oferowała różne alternatywy tak aby klient wyszedł zadowolony a tu? Totalne chamstwo brak żadnej propozycji alternatywny i chamskie oświadczenia że i tak będziemy płacić bo ich nie interesuje nasza opinia. Jeśli tak prowadzicie restauracje i podchodzicie do klienta to wystawiliście sobie ładne świadectwo. Dodatkowo pani manager (chyba tylko z nazwy) Sylwia Krawczuk nawet nie pofatygowała się przyjść do stolika totalnie nas zlewając tylko wysyłała kelnera z komunikatami że ich nic nie obchodzi co mamy do powiedzenia tylko trzeba płacić. Nigdy się nie spotkaliśmy z tak chamską obsługą widać że klientów mają za NIC i wychodzą z założenia ze jak jest okej to jest fajnie a jak coś nie tak to masz się bujać i po prostu płacić. Także absolutnie odradzam wizytę w tej restauracji gdzie klient to tylko krowa z której trzeba wydusić kasę a jak mu coś nie odpowiada to mają to gdzieś. Więc jeśli szukasz miejsca gdzie szacunek do klienta jest na 1 miejscu to omijaj to miejsce z daleka. Na sam koniec kelner jeszcze nabił za dużą kwotę na terminal na co musiałem zwrócić uwagę. Może chciał napiwek za świetną obsługę? Nie wiem czy właściciele zdają sobie sprawę jak się traktuje opinie klientów i jakie jest podejście ich managera do ludzi ale jeśli nie racze zbadać sprawę i czym szybciej rozważyć zatrudnienie osoby która wie co to znaczy zadbać o klienta. Na sam koniec dodam że kobieta która prosiła o zmianę dania i polubowne rozwiązanie sprawy była w 8 miesiącu ciąży i musiała jeść danie z inną osobą na pół bo obsługa miała gdzieś aby klient był zadowolony. Po prostu WSTYD żeby tak potraktować...
Read moreOdwiedziliśmy restaurację Ugotowany w niedzielę w godzinach obiadowych i niestety całe doświadczenie pozostawiło nieprzyjemne wrażenie.
Już na wejściu było widać, że lokal jest przepełniony, co mogło zwiastować dłuższy czas oczekiwania. Niestety nikt nas o tym nie poinformował, a mimo dwukrotnych próśb, aby pizzę dla dzieci podać wcześniej, nikt nie zareagował. Pizzę zaczęto przygotowywać dopiero po długim czasie, a gdy z dziećmi chcieliśmy podejść i z zewnątrz popatrzeć na proces pieczenia, usłyszeliśmy niemiłe “nie”.
Na pizzę czekaliśmy pełną godzinę, co uważam za przesadę – zwłaszcza, że nikt nas wcześniej o tym nie uprzedził, a kelnerka raz stwierdziła, że złoży zamówienie jeszcze raz. Sama pizza miała gorzkawy posmak, dzieci zjadły jedynie po jednym kawałku kwitując, że nie jest smaczna.
Na nasze dania główne czekaliśmy 1 godzinę i 25 minut. Devolay był co najwyżej poprawny, lekko suchy. Halibut – bardzo dobrze skomponowany i rzeczywiście smaczny – niestety tu pojawiła się kolejna nieprzyjemna sytuacja: jedna z porcji ryby była wyraźnie mniejsza niż druga (mniej niż połowa porcji!). Gdy zwróciliśmy na to uwagę, zamiast przeprosin usłyszeliśmy tłumaczenie o gramaturze, która naszym zdaniem nie zgadzała się z deklaracją z karty.
Na szczęście pani manager była uprzejma – zaproponowała zniżkę lub nowe danie, ale po ponad 1,5 godziny czekania nie mieliśmy już ani siły, ani ochoty czekać na kolejne.
Dodatkowo, zamówiony sok dla dziecka nie dotarł nawet po 10 minutach, mimo że tłum był już wyraźnie mniejszy. Gdy poprosiliśmy o rachunek i zaznaczyliśmy, że nie otrzymaliśmy soku, kelnerka tłumaczyła się, że… czeka na jego wydanie z baru.
Podsumowując – poza smacznym halibutem (w jednej z porcji), reszta niestety zawiodła. Organizacja, komunikacja z klientem i tempo obsługi pozostawiają wiele do życzenia. Może w tygodniu wygląda to inaczej, ale my raczej już nie wrócimy, bo jesteśmy po prostu zniechęceni.
75 zł za mikroskopijną porcję ryby? To już klasyka gatunku: paragon grozy znad morza – tylko że...
Read more