Ludzie, nie wypisujcie pierdół. Byłem w tej karczmie i mocno się rozczarowałem. W karczmie panuje PRLowski klimat i nie jest to celowa aranżacja tylko niezamierzony efekt. Dam Państwu dobrą radę, proszę przeprowadzić jakieś zmiany, wprowadźcie proste menu z domowymi daniami. Przestańcie kombinować i porzućcie obecny wizerunek na rzecz zwykłej, polskiej karczmy z polskim jadłem. W tej chwili podajcie jakieś bełty i wołacie za to niemałe pieniądze. Czy to tak ciężko zrozumieć, że ludzie chcą po prostu zjeść normalny obiad? Jakbym szukał czegoś szczególnego, ekskluzywnego, to na pewno nie udam się do karczmy! Zrozumiałe jest dla każdego normalnego człowieka że nikt tam za darmo nie będzie pracował ale normalny człowiek nie zapłaci tyle ile chcecie za to co podajecie. Nie jest też dobrym pomysłem stawianie stolików obok których wjeżdżają samochody na parking. Odniosłem wrażenie że wystrój tej karczmy jest trochę jakby biesiadny a trochę jakby "ekskluzywny", niestety efekt koszmarny. Skoro całość przeważa w stronę klimatów karczmy to radzę zdecydować się na wystrój właśnie w tym kierunku. Moim zdaniem niewielkim kosztem można przeprowadzić tam rewolucję i to bez udziału Pani Gesslerowej. Powtarzam jakby ktoś nie zrozumiał: normalne, dobre, świeże obiady i wystrój na miarę prawdziwej karczmy. Drobne zmiany, nie musicie od razu wstawiać konia z wozem do środka i kilkumetrowe figurki z drewna, jak to często bywa. Niestety kucharz czy kucharka do zwolnienia jeśli to co podajecie to ich wina. Dobry, tradycyjny obiad w spokoju - to czego szukałem, czy to tak wiele? Zaznaczam że byłem tam pierwszy raz i ostatni jeśli nic się nie zmieni. Mieszkam daleko od Warszawy, byłem w okolicy i chciałem zejść z rodziną normalny obiad. Zamówiłem schabowe, często tak robię jeśli nie znam możliwości karczmy. Kto może spieprzyć schabowe? Przekonałem się że można, wiele razy i w tym przypadku również. Panierka obsmażona na blado, nie była krucha, kotlet niewielki do tego miałem surówkę czy sałatę obok której na "ekskluzywny efekt" polano polewę CZEKOLADOWA - co za jełop miał taki pomysł? Żona zamówiła jakąś surówkę z mięsem, to był dopiero koszmar, sałata, winogrono z wielkimi pestkami i surowawe plastry krojonego mięsa,...
Read moreWybraliśmy się z małżonką na wieczorną kolację, wystrój ładny, czysto, schludnie
Karty podane w szybkim tempie, wybraliśmy dania, napoje (podano sprawnie - 2x świeży pomarańcz)
Pierwsze zdziwienie - sztućce podane owinięte w serwetkę jak w barze czy na jakimś ogródku - patrząc po wystroju i cenach liczyliśmy chociaż na wiklinowe koszyczki
Zupy Barszcz czerwony - smaczny Krem pomidorowy - żonie smakował, dla mnie był "rozwodniony"
Kelnerka ochoczo zabrała naczynia, krzyknęła na kuchni - poproszę "dwójki" i zniknęła w czeluściach zaplecza.
Czekając na wspomniane "dwójki" czyli dania główne przeglądamy menu.... Drugie zdziwienie - doliczany serwis od kwoty 150 zł ... Jak to?
Dostaliśmy dania główne -dla mnie zestaw - schab, ziemniaki z wody, kapusta zasmażana... Za kwotę prawie 50 zł spodziewałem się czegoś innego niż lunchowa wersja tego dania (na oko 120-130 g mięsa max), cienko rozklepanego z łyżką rozgotowanej kapusty i 4 ziemniakami. W smaku poprawny. -dla małżonki - Aglio e olio Kupa makaronu spaghetti ugotowanego nie wiadomo kiedy, wyschniętego (aż się nienaturalnie zwijał), który oliwą miał kontakt chyba tylko na talerzu... Posypanego ŻÓŁTYM SEREM... Z parmezanem wspólnego tylko nazwa "ser"
W międzyczasie przy próbie konsumpcji "dwójek" słychać było ochocze pogawędki sala-kuchnia.
Po odstawieniu talerzy, odgłos uderzanej o drewniany stół porcelany usłyszała obsługa, która przy wyostrzonych zmysłach podeszła zabrać praktycznie pełny talerz makaronu.
Liczyliśmy chociaż na pytanie czy smakowało... Albo czy wszystko w porządku z daniami... Ale cóż... Można było ciszę ciąć siekierą... Poprosiliśmy o rachunek... W ciszy opuściliśmy lokal (w którym...
Read moreOd wielu lat odwiedzam różne restauracje w Polsce. Na ogół należę do osób, które posiadają bardzo dużą tolerancję, zarówno dla obsługi, jak i dań serwowanych na miejscu. Pod warunkiem oczywiście...że mam okazję ich spróbować. Pierwszy raz wchodząc do restauracji, poczułem się tak naprawdę, jakbym wchodził nie do klimatycznego miejsca, jakim jest karczma, ale do jakiegoś sklepu, w którym osoba wita słowem "Słucham?", czyli tak, jakbym chciał wybrać sobie jakiś element ze stałego asortymentu. Pasowałoby odpowiedzieć rzecz jasna - "ja tu tylko przyszedłem pooglądać". W środku odbywało się jakieś spotkanie, widać, że główny stolik wewnątrz był zarezerwowany i siedziało przy nim kilka osób (być może jakieś urodziny), ale na pytanie, czy można zjeść, padła krótka odpowiedź, że tak. W oczekiwaniu na stolik, nie doczekałem się żadnej reakcji ze strony obsługi, nawet krótkiego "proszę chwilę zaczekać", więc po chwili zabrałem się i wyszedłem. Mieszane uczucia. Za jakiś czas chętnie odwiedzę to miejsce ponownie i liczę na to, że tę jedną gwiazdkę, być może niesprawiedliwą, zamienię na coś...
Read more