Trafiliśmy tam - a jakże - na podstawie opinii tu zamieszczanych, chcąc samemu zobaczyć i ocenić. Zeszliśmy ze szlaku po całodziennym wędrowaniu, zmęczeni, głodni i spragnieni. Już pierwsze wrażenie było bardzo dobre: miejsce zdecydowanie ma swój klimat. Kelnerka, z którą mieliśmy pierwszy kontakt, dołożyła do tego swą cegiełkę, swym delikatnie sarkastycznym poczuciem humoru, które akurat całej naszej trójce odpowiada. Potem tylko lepiej: karta pełna dań regionalnych bądź fajnie "przeszczepionych" (jak czebureki czy zupa ciorba) w ten górski klimat, dość szczegółowo opisanych, które - o czym kelnerzy informują gości - można sobie też przy pomocy dyskretnych tabliczek z kodem QR stojących na każdym stoliku, obejrzeć przed zamówieniem i podaniem. My nie skorzystaliśmy, poprzestając na wersji papierowej, ale wydaje się to być fajnym pomysłem dla młodych, bardziej "cyfrowych" klientów. Dania regionalne, które uczestniczyły w lokalnym Festiwalu Kulinarnym i zdobywały w nim nagrody, także mają to w opisie - co może być dla niektórych pomocne w dokonaniu wyboru. Jedzenie jest pyszne!!! - uznaliśmy to zgodnie z żoną i wędrującym z nami po górach dorosłym synem, próbując w ciągu kolejnych dni (bo ostatecznie na 5 możliwych dni z całego pobytu, byliśmy tam 4 razy) wielu dań z karty: zup - górskiej, ciorby, kremu buraczanego, kremu z pomidorów (danie wegan), żurku i borowikowej z Żubrówką oraz dań głównych - czebureków, pierożków podgórzyńskich, placka po zbójnicku, derunów, klusek karkonoskich, pstrąga z borowikami, kociołka Liczyrzep, czy wegańskich kotlecików z kaszy gryczanej z pysznym gulaszem warzywnym. Do tego lokalne piwa z jeleniogórskiego browaru Hirschberger, czy Walońskie ciemne (nazwa browaru mi umknęła), ale też i te bardziej znanych marek, jak choćby Żywiec, gaszą pragnienie, ale zdecydowanie numerem jeden stała się dla nas przyrządzana na miejscu lemoniada z cytrusów. I jeśli ktoś po dwudaniowym obiedzie i napoju coś zdołałby zmieścić, bo porcje naprawdę nie są małe, to z pewnością można zarekomendować miodownik, który ma w nazwie określenie "naszej mamy" - nam udało się to zaledwie dwa razy (z dwunastu: bo 4 dni, obiady dla 3doroslych osób), a szkoda, bo przepyszny, domowy. Wszystkie te dania to nasze smaki, bardzo ładnie podane (bo przecież w pierwszej kolejności "je się oczami"), a do tego przez przemiłych, młodych ludzi, czasem - jako obcokrajowcy - wyraźnie z pewną trudnością mówiących po polsku, ale narabiających to uśmiechami (i plakietkami z napisem "uczę się"). Za każdym razem wychodziliśmy zadowoleni, z mocnym postanowieniem powrotu do Dworu Liczyrzepy, jeśli tylko ponownie zagościmy w tych stronach. Polecamy serdecznie, zastrzegając, że opinia ta jest wyrazem gustów naszej rodzinnej trójki i nie wszyscy muszą się z nią zgadzać, jednakże ową niezgodę prosimy...
Read moreRaczej nie będę w takiej desperacji żeby tu wrócić – ale konkretnie. Zjadłem kociołek i wypiłem piwo. Tam gdzie spotyka się ziemniak, boczek kiełbasa musi być smacznie – ja tak mam. Niestety i taka prostą potrawę można sknocić. Załączę zdjęcia i tam widać, że wszystko pływa w tłuszczu i sokach rozgotowanej potrawy. Gorsze jest jednak to, że wbrew temu czego można by się spodziewać, całość nie jest zapieczona w piecu. Naczynie jest bardzo mocno nagrzane a potrawa w środku bardzo różnie. Są kawałki przypalające podniebienie i takie np. kiełbasa, które są ledwo ciepłe. Typowe w przypadku grzania mikrofalówką. Obsłudze z kuchni nie chciało się nawet zagrzać tego razem z pokrywką wiec była totalnie zimna. Ceny przyzwoite o ile wybiera się potrawy mączno-ziemniaczane, wszystko co wymaga większego zaangażowania choćby ryba to już półka raczej wysoka. Niestety jedzenie w tej restauracji to nie jedyny problem. Załączam zdjęcie, które wita gości. Obsługa kompletnie nie odróżnia sytuacji gdy jest ruch i kolejka po stolik od tej gdy jest kompletnie pusto (jak na zdjęciu). Trzeba odstać swoje. Pół biedy jak jest się w grupie we wzajemnej interakcji. Ja stałem tam sam kilka minut jak przy stercie żwiru, lustrowany przez nielicznych gości a kelner mijał mnie dwa razy i żadnego „dzień dobry zaraz podejdę”. Zniecierpliwiony poszedłem zobaczyć taras (nie polecam – słaba wentylacja i przyduszający, naftowy zapach z ogrzewaczy) to kelner wygonił mnie i na moje pytanie czy mogę wybrać stolik wyciągną palec i odpowiedział „tam jest kartka”. Takiego chamstwa się nie spodziewałem lecz żeby mieć prawo do rzetelnej oceny zostałem i zjadłem. Jest to restauracja lansująca się na exclusive a wychodzi na nieprzyjemna z kijem wiadomo gdzie. Totalny brak wyczucia, taktu i zero umiejętności stworzenia miłej atmosfery. Danie zjadłem przy wskazanym przez kelnera stoliku. Na posiłek z mikrofali czekałem 52 min a kelner do końca był śmiertelnie obrażony. Zabawnym elementem było to, gdy kelner w połowie posiłku podszedł i ze szronem na ustach spytał czy wszystko w porządku gdy już nic nie mogło być w porządku. Tu mam radę dla właścicieli: „mniej tresury wobec obsługi, więcej szkoleń oraz serca wobec gości”. O dostosowaniu zasad do sytuacji nie wspominam bo to oczywista oczywistość. Raczej nie zabiorę tam rodziny. Wciąż jest fajny wybór bez ryzyka żenady i...
Read moreWe went there for the third time and I think it was the last time. Previously we went there because it was close to our hotel and because the place is quite big with many tables. In general it was ok although the waiting time was quite long. Portions not big enough to fill you with only one dish but the food was good. This time we waited a bit more than an hour for the meal (waitress did advise before so we knew we would wait). We ordered schabowy, kociolek Liczyrzepy and spaghetti for the kids. Spaghetti was very average, potatoes with kotlet schabowy were not good, schabowy itself not enough for a hungry husband. My kociolek Liczyrzepy was so salty that I...
Read more