Dzisiejsza wyprawa na Koszalińską Kolej Wąskotorową okazała się prawdziwą podróżą w czasie. Parowóz Pt6x48 o numerze 3901, dumnie ochrzczony imieniem Zosia, lśnił zadbanym czarnym lakierem i zdobieniami. Maszyna – piękna, dostojna, buchająca dymem jak smok, którego udało się obłaskawić. Sama lokomotywa – perła. Ale wagony… każdy jakby z innej bajki.
Pierwszy – czerwony, z oszklonymi oknami, pamiętający lepsze czasy. Dach cały w rudej rdzy, a wewnątrz drewniane ławki przypominające parkowe ławeczki. W schowku – niespodzianka: kocioł na węgiel, żeby pasażerom nie zmarzły uszy.
Potem wagon całkiem odkryty, zielony, bez dachu – z dumą noszący napis „Ciuchcia Retro”. Dalej brązowy, z dachem, ale bez okien – to w nim podróżowałem, chłonąc wiatr, dym i wszystkie dźwięki tej kolejowej przygody. Za nim zielony wagon z miękkimi, niebieskimi fotelami rodem z autobusu Autosan – relikt PRL-u w kolejowej skórze. A na końcu zamknięty wagon bez okien, z piecem na węgiel i gaśnicą obok – pełna kombinacja BHP w stylu retro.
Podróż była niezwykła – stukot kół, świst pary, skrzypienie osi i wszechobecny dym, który często wpadał prosto do wagonów, przypominając, że parowóz to nie żaden teatr mechaniki, tylko prawdziwy ogień i węgiel.
W porównaniu do kolejki wąskotorowej w Żninie, gdzie pociąg toczy się ospale z prędkością 6 km/h, tutaj Zosia pokazała pazur. Pędziliśmy jak dawna Luxtorpeda – licznik prędkości wskoczył nawet na 39 km/h! A to w wagonie bez okien robi wrażenie: wiatr smaga twarz, włosy tańczą, a adrenalina rośnie.
Oczywiście tradycja PKP została podtrzymana – pociąg się spóźnił. Punktualność, jak się zdaje, to słowo nieznane nawet na torach o szerokości 1000 mm. Do tego pasażerów było więcej niż miejsc – jak w dawnych czasach. Stojący pasażerowie mogli tylko liczyć na równowagę, bo uchwytów do trzymania brak.
A przejazdy drogowe? To był osobny spektakl. Żadnych szlabanów, żadnych świateł. Zosia trąbi, dymi, zwalnia, a samochody i tak śmigają jej przed nosem jakby nigdy nic. Kierowcy w najlepszym wypadku zerkali z lekkim zdziwieniem, że ktoś jeszcze jeździ parowozem po świecie. Na niektórych przejazdach, zupełnie jak w filmie, z lokomotywy wyskakiwał człowiek w kamizelce i machał lizakiem, zatrzymując auta tuż przed stalowym smokiem. Całość wyglądała jak improwizowane przedstawienie – kto okaże się odważniejszy: pędzący kierowca czy buchający parą kolos.
A jednak – było w tym wszystkim coś pięknego. Chaos, dym, rdza i brak punktualności połączone z urokiem pary, stukotu kół i niepowtarzalnego klimatu retro. To nie był zwykły przejazd – to była prawdziwa...
Read more(#Przejazd pod koniec lipca z żoną i dwójką małych dzieci) Jeżeli ktoś jest pasjonatem kolei albo chciałby po prostu zobaczyć jak wygląda przejazd kolejką wąskotorową i/lub pokazać go dzieciom -polecam. (Na przejażdżkę wybraliśmy dzień bez deszczu, aby przejazd kolejką był bardziej sielski). Przed przyjazdem w obawie o niedostępność biletów zastanawiałem się czy nie kupić ich przez internet, ale jak się okazało dla osób indywidualnych nie było takiej potrzeby, bo wagony pomieściły wszystkich. Kto nie miał miejsca siedzącego - stał. Przed kupnem biletów na miejscu przyjechaliśmy pół godz. przed odjazdem - co było dobrym pomysłem, ponieważ finalnie sporo osób ustawiło się w kolejce za biletami, a i łatwiej było można znaleźć miejsce do zaparkowania auta przy ulicy przed bud. stacji. Czekaliśmy w kolejce na miejscu przed wejściem do kasy mieszczącej się w bud. dworca, lecz jak się okazało - kas nie zdążyli otworzyć i bilety finalnie sprzedawano już w kolejce po odjeździe (również płatność kartą). Trasa Koszalin-Rosnowo to ok. 1godz. w jedną stronę. (Podczas trasy trochę buja/trzęsie wagonikami więc lepiej jak chociaż dzieci będą mieć miejsca siedzące). Po przyjeździe do Rosnowa (postój ok. 1,5 godz.) na miejscu zastaliśmy kilka zadaszeń ze stolikami i ławkami oraz już rozpalone ognisko. Jako że wcześniej czytałem opinie innych, wzięliśmy kiełbaski i prowiant. Kijki do pieczenia kiełbasek były dostępne przy ognisku. W pobliżu był plac zabaw, jeziorko, sklepik przy przejeździe (drugi sklepik na osiedlu), budka z lodami, toalety. Atrakcją na miejscu były też dostępne za opłatą ręcznie napędzane dręzyny wąskotorowe... Na powrót przed odjazdem do stacji Koszalin lokomotywa zmieniła ustawienie w taki sposób, że ostatni wagonik stał się pierwszym... Po powrocie na stację Koszalin, w budynku stacji kolejki wąskotorowej można było...
Read moreOpinia - sezon letni 2023 Atrakcja godna polecenia nie tylko dla mikoli (miłośników kolei) ale dla rodzin z dziećmi czy zoorganizowanych grup. Wielkim atutem wąskotorówki jest parowóz Px48. Buchające dym i para, pracujące tłoki i charakterystyczny dźwięk gwizdka to czysta kolejowa poezja. Trasa Koszalinskiej Kolei Wąskotorowej nie kończy się w szczerym polu ale nad pięknie położonym jeziorem z plażą, zapleczem turystycznym i gastronomicznym. Dlatego przy zakupie biletu tam i powrót otrzymujemy bon rabatowy do pizzeri położonej obok stacji końcowej w Rosnowie. Bilety można nabyć na pokładzie pociągu w jednym z letnich wagonów. Zaskakuje pozytywnie fakt, że transakcji można dokonywać także kartą. Pociągiem przewieziesz rowery ale zostawić je trzeba w osobnym, przeznaczonym do tego wagonie. Dostęp do WC o wzglednym standardzie w wagonie biletowym. Dobra rada - jeśli nie lubisz dymu i spalin z pieca, zajmuj miejsce w wagonach oddalonych od parowozu. Podczas postoju w Rosnowie istnieje możliwość sesji zdjeciowej w lokomotywie. Bardzo dużym minusem są ceny biletów. Bilet normalny - powrotny to koszt 60 zł. Myślę, że to gruba przesada. Mi osobiście zabrakło też możliwości nabycia jakiś pamiątek - magnesów, pocztówek, może książki czy albumu o tej...
Read more