Viral Kebab – czyli jak złamałyśmy sobie godność i duszę na przywierconym stołku
Wchodzimy. Głodne, piękne, pełne marzeń. A tu… stołki przywiercone do ziemi. Halo?! My mamy nogi jak z katalogu Calzedonii, długie, zgrabne, stylizowane. I co? Gdzie mamy je położyć – na suficie?! Na barze?! Na sobie nawzajem?! Nie dość, że nie mogłyśmy się wygodnie usadowić, to jeszcze prawie zginęłyśmy przy próbie wyprostowania kolana. Czy właściciel uważa, że my te stołki chcemy ukraść? 🤨 No błagam. Czy wyglądałyśmy jak dziewczyny z grupy przestępczej “Fotelówki z Krakowa”? Chore. Niedorzeczne. Wręcz karygodne.
Dalej – toaleta. Czyli nowy escape room. Nie mogłyśmy iść razem. Musiałyśmy się rozdzielić, jakbyśmy brały udział w jakimś Hunger Games: Kibel Edition. A co najgorsze – przez to nie przycisnęłyśmy wiralnego przycisku. Przycisk! Główna atrakcja! A nikt nam nie przypilnował jedzenia, więc musiałyśmy wybierać: burger czy błyskotka. Gdyby tam siedział Friz albo Przemek Pro i trzymał nasze frytki w garści – sprawa wyglądałaby inaczej.
Ale Friza nie było. Ani Przemka. Ani nikogo z Ekipy. A przecież to ich kebab. Myślałyśmy, że będą, że podadzą z uśmiechem, że Friz pokroi cebulę z miłością, a Przemek poda szejka z motywacyjnym cytatem. A tu pusto. Co oni myślą? Że co? Że pieniądze się same zarobiły od influ? No nie. Trochę pracy u podstaw by się przydało, chłopaki.
Kolejna rzecz: terminal do płatności. To był jakiś cyber-terminal NASA. Zero pik, zero klik, zero „zaakceptowano”. My tam nie wiedziałyśmy, czy właśnie kupiłyśmy kebaba czy bilet do Tokio. Trochę skromności, jeśli można 🙄.
Zamówiłyśmy kebab mieszany, a dostałyśmy ostry jak życie bez rabatu na Zalando. My nie jesteśmy fanki ostrości – my chciałyśmy delikatnie, z miłością, z sosem czosnkowym, a nie z ogniem z piekieł. I nie było opcji miksowania – a przecież jak jest mieszany, to niech będzie MIESZANY. Co to za półśrodki?
I teraz – największy plot twist: nie było tych słynnych ekraników do zamawiania! A wszyscy na TikToku je pokazywali! Szukałyśmy ich jak Świętego Graala po całym lokalu, aż prawie zamówiłyśmy frytki przez zmywarkę. No nie tak to miało wyglądać.
Toaleta – schowana jak tajemne przejście do Narnii, zero oznaczeń. Czułyśmy się jak na dzikim zachodzie – idziesz, nie wiesz co znajdziesz, może klozet, może przygodę, może pracownika.
Wnętrze? No błagam. WERSOW ma ładniejszy salon, a tam przychodzi tylko listonosz i czasem sąsiad. Gdzie są ozdoby? Gdzie vibe? Gdzie neony „Stay spicy” albo „Friz tu był”? My przyszłyśmy chillować, a nie czuć się jak w poczekalni do dentysty.
Brak strefy chilloutu. Po jedzeniu chce się poleżeć, posłuchać Chill Ekipy, pomyśleć o sensie życia i przeglądać instastory. Gdzie leżaki? Gdzie relaks? My wyszłyśmy obolałe, z pełnym brzuchem, bez miejsca na refleksję i bez przestrzeni na przeżycie duchowe. A przecież po kebabie zawsze trzeba chwilę poleżeć, bo… wiecie co. 🍑
A na koniec – opakowanie na kebaba. Papier tak gruby, że mogliśmy z niego zrobić namiot. Zamiast zjeść w spokoju, walczyłyśmy z kebabem jak z dzikim zwierzęciem w dżungli. Eko? Nie bardzo. Praktyczne? Jeszcze mniej.
⸻
🌯 Podsumowanie:
Viral Kebab? Bardziej Wiralny Wstrząs.
Minus za stołki, minus za brak Friza, minus za to, że nasze długie nogi nie miały gdzie oddychać, a nasze brzuchy – gdzie odpocząć.
Ale damy im jeszcze jedną szansę. Wrócimy. Sprawdzimy. Ocenimy. I może nawet przyciśniemy ten przycisk. Ale tylko jak Friz przypilnuje...
Read moreMuszę przyznać, że rzadko kiedy jakieś miejsce gastronomiczne robi na mnie tak ogromne wrażenie, ale VIRAL to absolutny sztos! 🔥 Od momentu, w którym przekroczyłem próg tego lokalu, wiedziałem, że będzie inaczej niż wszędzie. To nie jest zwykły kebab – to pełnoprawne doświadczenie kulinarne połączone z klimatem, jakiego jeszcze nie spotkałem.
Wystrój nowoczesny, ale przytulny – neonowe akcenty, fajne światło, wszystko aż się prosi, żeby zrobić zdjęcie na Insta czy TikToka. Czuć, że lokal prowadzony jest przez ludzi, którzy wiedzą, jak łączyć jedzenie z kulturą internetu i dobrą energią. Już sama nazwa VIRAL idealnie oddaje atmosferę miejsca – wszystko tu jest skrojone pod to, żeby robiło wrażenie.
No ale przejdźmy do najważniejszego – jedzenia. Kebab w VIRALU to absolutna petarda! Mięso soczyste, świeże, przyprawione tak, że nie da się go porównać do żadnego innego kebsa w mieście. Pieczywo chrupiące z zewnątrz, mięciutkie w środku, idealnie trzyma całość i nie rozpada się po kilku kęsach (co w wielu innych miejscach jest normą). Warzywa chrupiące i świeże, a sosy… o matko, sosy to jest osobna historia. Od klasycznych po totalnie odjechane smaki – każdy znajdzie coś dla siebie, a połączenia są naprawdę kreatywne. Ja próbowałem ich autorskiego „VIRAL sosu” i serio, ciężko mi będzie teraz jeść kebaba gdziekolwiek indziej.
Porcje są gigantyczne – tutaj nikt nie wychodzi głodny. A jeśli ktoś lubi eksperymentować, to menu oferuje opcje, których nie widziałem nigdzie indziej. Widać, że ekipa nie idzie na łatwiznę i zamiast serwować „kolejnego kebsa”, podchodzi do tego dania z pasją i świeżymi pomysłami.
Obsługa? Mega sympatyczna, uśmiechnięta i wyluzowana, a jednocześnie profesjonalna. Czujesz się bardziej jak u znajomych niż w typowej knajpie. Widać, że ludzie, którzy tu pracują, serio jarają się tym, co robią, i to niesamowicie podnosi klimat całego miejsca.
Podsumowując: VIRAL to miejsce, które nie tylko serwuje najlepsze kebaby, jakie jadłem, ale też daje vibe, którego nie da się podrobić. To połączenie smaku, stylu i dobrej energii. Nie dziwię się, że influencerzy stoją za tym konceptem – widać, że mają wyczucie trendów i potrafią przełożyć je na coś, co daje ludziom radość.
Jeśli ktoś jeszcze nie był, to naprawdę musi nadrobić. Ale ostrzegam – po VIRALU ciężko będzie wrócić do zwykłych kebabów. To nie jest tylko jedzenie, to...
Read moreŚrodek lata pełno osób - klima wyłączona idzie się udusić. Kolejka do kibla na 30 minut człowiek nie może się odlac bo ktoś stwierdził że super miejscem na nagrywanie tiktokow będzie toaleta i tak jest to wina lokalu bo tak to zaprojektowali. Frytki przesolone ciężko się je jadło twarde z zewnątrz w środki puste a sos do nich beznadziejny. Bardzo dobre mięso wołowe. Czuć je wyraźnie więc jak ktoś lubi wołowine to dobrze. Kurczak średni ale nie jest "zły" tak jakby ktoś sobie kurczaka na grill wrzucił z losowymi przyprawami no. Czas oczekiwania krótki, prawdopodobnie przez brak rozmiarów i niewielki wybór no ale still - krótki czas oczekiwania więc spoko. Szkoda że sam kebab smakuje beznadziejnie bo to niby gwóźdź programu. Po lewo w kebabie warzywa po prawo trochę mięsa nie da się zrobić gryzą aby mieć oba więc raz jesz jak królik a raz normalnie mięsko... To tego kebab nie był aż tak ciepły jakbym chciał a czekałem na niego około 3-5 minut więc aż za krótko no cóż zgaduje że są robione na zapas po prostu. Ceny są z kosmosu wybaczcie ale taki kebab nie powinien kosztować więcej niż 25 zł a kosztuje 35 frytki kolejne 12 zł więc tragedia a tak jak pisałem były obrzydliwe. Warto zaznaczyć że nie ma miejsca aby sobie usiąść a na zewnątrz śmierdzi stara ulica itd no cóż. Co do kebaba jeszcze beznadziejnie smakuje sałatą i reszta warzyw ale to może być akurat moja prywatna opinia bo nie lubię tego rodzaju sałaty w kebabie. Ser tragedia niby jakiś amerykański czy coś a zimny plaster sera po prostu w kebabie na boku nawet nie obok mięsa aby był ciepły tylko właśnie obok zimnych warzyw... Za to jakiś ostry kebab kolegi spoko dużo jalapeno było i był lepszy w smaku ogólnym. Ogólnie nie polecam przykro mi liczyłem na coś więcej a wygląda jak skok na kasę Na zdjęciach kolejka do kibla z którego nie da...
Read more