🌟 One of Zakopane’s sweetest gems! 🍰 Cukiernia Samanta impressed me with both its stunning interior and mouth-watering pastry selection. The café is elegant and cozy, with soft pink seating and charming décor—perfect for a relaxed break from Krupówki. ✨
I tried a layered chocolate mousse cake, and it was fantastic—rich, creamy, and beautifully presented. 🍫🧁 The glass displays are packed with stunning desserts, all fresh and well-crafted. Prices are fair for the quality, and service was quick and polite. 👍
Whether you’re craving something sweet or just want a cozy spot to sit, this place is absolutely worth a stop. Highly...
Read moreServed by very rude member of staff. I knew only a little Polish and tried to order using the few words I had. She could speak English, clearly understood, but refused to even try. I've travelled a lot, and of course I don't expect everyone to speak my language! But here was someone trying to make some kind point- I'm not sure what. The family after me asked if there was an English menu. "No." So I asked in Polish if there was anyone who spoke any English amongst the 5 or 6 young staff. "No." Alright then...
Ice cream was okay, lemonade was rubbish.
There are other, friendlier places in Zakopane. Don't waste...
Read moreZakupy robiłem w Cukierni w wigilię Bożego Narodzenia, po 15.00. kupiłem ciasto tiramisu na wynos. Że chciałem jeszcze coś zjeść ciepłego, po powrocie z Sarniej Skały, więc poszedłem na Krupówki. Między 15 a 16 błąkałem się od knajpy do knajpy (tam nie ma restauracji, żeby było wszystko jasne), ale jak psa przeganiano mnie. Nie żeby tam zaraz mi kijem zdzielić, ale grzecznie i po ludzku. Dopiero zakotwiczyłem w pizzerii Pinokio, gdzie kupiłem pizzę i z tym trofeum wracałem na kwaterę. Dodam, że moje tiramisu zostawiłem w Cukierni, bo Panie były dla mnie uprzejme (pozdrawiam z tego miejsca). Po drodze znowu tam wdepnąłem. Pychotka moja na mnie czekała. Acha. Kiedy wracałem na ulicy stała jakąś długaśna kolejka do baru z piwem. Zdziwiłem się, że tam przyjmują klientów o tej porze. I aż taka kolejka!? Dopiero pojąłem, gdy patrząc z ulicy zauważyłem, jak wpuszczani biegusiem lecą do stołów z jadłem. Ups. Informacja jak grom z jasnego nieba spadła na mnie, że przecież to Wigilia dla mniej zamożnych, choć przechodzaąc wcześniej koło nich, miałem wrażenie, że są lepiej ubrani już ja. No cóż, teraz les miserables "ubierają się" u Armaniego. Nawet sobie pomyślałem, że też tam pójdę... Trochę było mi wstyd za to wysublimowane myślenie. Wniosek: współczesna dziewczynka z zapałkami (czyli ja), nawet gdyby miała pieniądze, to w wigilię w tym bogatym mieście nie ma szansy na ciepłą strawę, bo żaden bogacz nie wpuści ją za próg. Wigilia dla tzw. biednych to też nie miejsce dla mnie, bo mój Umysł zablokuje mi skuteczne wejście na tę imprezę. Nikt nie chce chodzić...
Read more