Długo zastanawiałam się, czy wystawić tę opinię ale uważam, że ludzie powinni wiedzieć o takich dziwnych sytuacjach, które praktykujecie. W Poznaniu mieszkałam służbowo z przerwami prawie dwa lata i bardzo polubiłam to miasto, między innymi odwiedziłam Hasztag i miło wspominałam to miejsce. Na początku maja, wraz z przyjaciółmi wybraliśmy się do Poznania, Jako jedyna znająca w miarę dobrze miasto, zabrałam całą grupę właśnie do tego lokalu w nadziei, że spędzimy miło wieczór. Następnego dnia uczestniczyliśmy w biegu, więc zależało nam na krótkiej posiadówce, gdyż każdy chciał być w formie. Zamówiliśmy piwa, wykupiliśmy bilard i spokojnie rozgrywaliśmy partie. Jako że lokal nie posiada w swojej ofercie jedzenia, dwie koleżanki z grupy poszły do pobliskiego lokalu wrzucić coś na ząb. Nie mając w zwyczaju wyrzucania jedzenia, zabrały swoje niedokończone porcje na wynos i wróciły do nas, do Hasztagu. Po jakimś czasie przyszedł do nas jeden z kelnerów (barmanów?) Z prośbą o opuszczenie lokalu, bo nie można tu spożywać własnego jedzenia. I tutaj klnę się na wszystkie lokale gastronomiczne, które odwiedziłam i w których całe lata pracowałam: koleżanki nawet nie odwinely pół milimetra sreberka z jedzenia. Absurdalna sytuacja, bo oczywiście: zapakowane jedzenie leżało na stoliku, niemniej nikt tego nie jadł. Na początku nie zrozumieliśmy o co chodzi, jak już się dowiedzieliśmy, zaproponowałam, że możemy schować jedzenie do torebek/plecaków, skoro problemem jest to, że są na widoku. Jednak usłyszeliśmy, że mamy: albo wszyscy opuścić lokal, albo tylko koleżanki mają opuścić lokal, albo mają to dojeść na zewnątrz na deptaku przed lokalem, albo jedzenie po prostu wyrzucić. Próbując się dowiedzieć, czy to naprawdę jest właściwy tok logicznego myślenia, kelner odwrócił się na pięcie i poszedł po ochroniarza. Jak już się zjawił ochroniarz, żeby wyrzucić nas za posiadanie dwóch niedojedzonych falafelów, podziękowaliśmy pięknie za takie gościnę. Po drodze musiałam jeszcze negocjować przy barze niepłacenie za piwo, ponieważ jeden z kolegów w ciągu całej sytuacji zamawiał nam ww. alkohol i nie był świadomy, że zostajemy wyrzucani z lokalu. Tutaj oczywiście też był problem, bo wspaniałomyślnie za barem poradzono nam, żeby wypić te piwka również przed lokalem, na deptaku (oczywiście nie w ogródku, dosłownie na chodniku, między spacerowiczami).
Można mi wierzyć albo nie, pracowałam w gastronomii 7 lat nigdy nie wyprosiłam nikogo z lokalu, bo miał zapakowane swoje jedzenie, którego nie jadł. Rozumiem, że każdy lokal ma swoje zasady. Zgadzam się w zupełności z tym, że to byłoby nie w porzadku, gdybyśmy do waszego piwa i na waszych stolikach spożywali własny obiad. Jednak w naszym przypadku, wyrzuciliście nas za to, że posiadaliśmy po prostu zapakowane jedzenie. Szkoda, że jesteście tak nieelastycznym lokalem, który nie ma problemu z marnowaniem jedzenia. Zastanawia mnie też to, czy gdybym miała w reklamówce jakieś spożywcze zakupy, to czy też chcielibyście mnie wyrzucić lub zmusić do wyrzucenia zakupów. Jednym słowem, nie polecam. Jest cała masa przyjaźniejszych ludziom miejsc. Aha, nikt nam też nie zwrócił za niewykorzystany czas na bilardzie, przypuszczam, ze argumentem byłoby to, że przecież sami, dobrowolnie, wyszliśmy przed czasem. W końcu koleżanki mogły zjeść na chodniku, a my mogliśmy grać...
Read moreOut of all the places I've been in Poznań, this one is the worst. Prices are a bit steep and they're definitely trying to overcharge you, but the service was the worst part. My girlfriend got a fly in her drink while we were sitting inside the local, so when I went to the bar, the creepy guy in glasses and hat acknowledged that, poured out the rest of the drink and told me I have to pay for another because it was supposedly our fault (literally told me that we should've covered it with a napkin when they didn't even offer us any). Overall spend over 200zł for beer of dubious quality (called hasztag) and drinks with definitely too much ice in it so you couldn't see how small they're...
Read moreNot coming there anymore! They take advantage on foreigners like us.
First time we wanted us to pay in cash without any bills a soplica (70 sloti) that some friends brought from home, they said that it was stolen from downstairs! Of course it was a mistake but they took advantages over it. Tonight they wanted us to pay 1000 sloti cause a little bit of beer fell on the biliard table, always in CASH and without any BILL. Then it tourned out to be 400 sloti and since we didn't have cash it was not that bad for them to pau with the credit...
Read more