Nie wiem, od czego zacząć, bo jak człowiek dotknie absolutu kulinarnego, to aż mu brakuje słów, a jednocześnie ma ochotę napisać poemat, ośmiotomową epopeję i wynająć samolot z transparentem: “JEDZCIE W BARKU Z KLIMATEM, INACZEJ WASZE ŻYCIE NIE MA SENSU!”
Ten bar to nie jest zwykły bar mleczny. To jest świątynia smaku. To jest katedra naleśnika. To jest Olimpos, na którym schabowy z ziemniaczkami i mizerią siada po prawicy bogów, a kompot leje się złotym strumieniem jak ambrozja.
Obsługa? Proszę państwa. To nie są ludzie. To są anioły w fartuszkach. Jak tylko przekroczyłam próg „Barka z Klimatem”, to poczułam się, jakby babcia, którą straciłam w 2007 roku, zmaterializowała się na nowo i powiedziała: „dziecko, głodna jesteś, siadaj, zaraz coś ugotuję”. Uśmiechy szczere, serdeczne. Żadnego „czego?!”, żadnego „następny!”. Tutaj „kochana, chcesz z koperkiem?”, „ziemniaczki tłuczone czy z wody, złotko?”. Słowo daję, można się zakochać w kasjerce, kucharce i pani od zmywaka naraz.
A jedzenie? JEZU Schabowy? Legenda. Soczysty, złocisty, większy niż moje ambicje. Panierka idealna – chrupka, ale nie sucha. Mięso miękkie jak aksamit. Jakby sam święty Piotr go smażył na patelni z błogosławionej stali nierdzewnej.
Do tego surówki, które nie są dodatkiem – one są daniem samym w sobie. Mizeria? Nie, to boskość w śmietanie. Marchewka z jabłkiem? Poezja. Kapusta kiszona? Bomba witaminowa, która jednocześnie leczy duszę i żołądek.
I ten kompot… Panie i panowie. Jeśli są na tym świecie rzeczy stałe – to są nimi podatki, śmierć i to, że kompot w „Barku z Klimatem” będzie NAJLEPSZY. On nie tylko gasi pragnienie – on opowiada historię. Historia dzieciństwa, wakacji u cioci, PRL-u, ale tego fajnego, z oranżadą i paprotkami.
Wnętrze? Czysto, schludnie, z charakterem. Taki klimat, że chce się siedzieć godzinami. Trochę retro, trochę domowo, ale bez cepelii. A jak grają cicho radio i leci stara piosenka Anny Jantar, to nie wiesz, czy jesteś w barze, czy w jakiejś nostalgicznej kapsule czasu.
Ceny? Śmieszne. Tak tanio, że człowiek się czuje jak złodziej, jakby wyprowadzał sztukę schabowego spod samiuśkiego nosa kucharki. Jakość za tę cenę to kryminał. Albo cud.
Podsumowując: Barek z Klimatem to nie bar. To stan umysłu. To azyl dla głodnych, strudzonych, spragnionych smaku i ciepła ludzi. Jeśli nie jadłaś tam – nie żyłaś naprawdę. Jeśli jadłaś – to jesteś błogosławiona.
10/10, 100/10, gwiazdki Michelin? Za mało. Należy im się własna kategoria. Może „Barek z Klimatem” stanie się kiedyś religią. A jeśli tak się stanie – ja chcę być...
Read moreGreat location, selection, and value for money.
This restaurant is located in the center of the city, close to a metro station. It provides cafeteria-style service, with plenty of viand and side dish options.
I spent 7.5 euros on a tasty and filling meal, with a still water bottle included. The breaded chicken schnitzel, carrots, and couscous left me full and satisfied.
The staff are patient even with non-locals, and are happy to help you choose the right items to make up your meal.
The only caveat is that this place can get pretty full during lunchtime, as it's frequented by locals. I also imagine that it might be hard to communicate your dietary restrictions unless you have a local...
Read moreThis place looks like it’s a canteen for the local people. Most of the food are being displayed so you can see them and choose what you want. We had a young man (the staff) that speaks good English and helped us. He was very patient in introducing what they are serving for the day and let us take our time to choose. We had a pork patty with onion, chicken with mushroom and a chicken wrapped in bacon with Brie and all were amazing. The food tasted homely and authentic. I would definitely recommend it to anyone that wants to have a true taste of what the local people eat here. And don’t worry about the language barrier because it...
Read more