I really like the idea! A shop for eclairs only! Very original and pretty artistic too!
However, to be fair, this isn't really a place you stop and eat your trendy eclair purchases. There isn't the seating or atmosphere for that. Yes, you CAN sit there, but the seats are just for artistic appearance - they really aren't that comfortable and/or are in the back of the shop with no window view. Well, there ARE window seats, but on stools only.
So, a place to go in, see all the cool eclair designs and names, take some home, but probably never go there again. It isn't a cafe, although maybe they'd...
Read moreI wonder why this place has such an high score, apart the peculiar design. I wanted to try it expecting something exceptional, but the cake (or whatever it's called) it's pretty average, and they are basically all the same with different toppings. I also didn't like the attitude of the waiters, one almost throw the fork in the dish. I wanted to know more about the origin of the cake, but some language barrier didn't help... I'm surprised that young people cannot speak a decent English in a tourist city...
Read moreNo, może nie 5, a cztery z połową, ale po kolei:
we czwórkę wzięliśmy zaledwie jeden półmisek z sześcioma mini-przyjemnościami. Nieduże eklereczki, każda inna, zapewne jeden dałby im radę. Ale że to trylion kalorii, a my po nieodległych kanapkach na śniadanie, stanęło na sześciu króciuchnych i węziuchnych.
Pani podała nam półmisek, cztery widelczyki i - dziękujemy! - uroczy nożyk. Każde maleństwo pokrojone na cztery - cudne - okruszki.
To za co to cztery z połową, zamiast dać sześć z plusem, z wykrzyknikiem i z kwiatkiem? Chyba za cichość miejsca, za jego nastrój.
Stara jestem, więc nie rozróżniam muzycznych trendów. W tle: nie był to król Elvis, a taka dyskretna psychodelia, w sumie smutna i rzewna. Jakoś tak trochę kościelnie, trochę nietowarzysko mi było, ale obok usiadła jakaś nowoczesna para i im chyba wszystko się zgadzało. Neon z napisem Kler, może to żart był taki eklerowy. Nie moje to czasy, ja praktycznie nienowoczesna jestem, i z lasu, nie z miasta.
Za to -- i to akurat polubiłam, i to pasowało do sześciu ubrokaconych krasnoludków w smakach całkiem przyjemnych -- więc za to wisiały zaraz obok, na sznurkach, do pożyczenia, książeczki. Silent books, tak je nazwano, każda inna, wesoło-smutne, smutno-smutne i wesoło-wesołe.
Popiliśmy to kawą. Z matchą chyba. Ładny kolor, szpinakowo- jakaś, koneserska. Kefir z Krasnystawu jednak wolę. Ale wysublimowani docenią.
Łazienka z różową skrzyneczką, może to już standard, ale dobry.
Z kim się tu przychodzi, nie wiem. Z dorosłymi synami i mężem było mi bardzo...
Read more